Lew w Serengeti

Tanzania – te miejsca warto odwiedzić

Tanzania – te miejsca warto odwiedzić

Tanzania

Tanzania to jeden z najpopularniejszych kierunków dla osób, które chcą zasmakować prawdziwej afrykańskiej przygody i egzotyki. To kraj, od którego wiele osób zaczyna swoją przygodę z prawdziwą Afryką. Odwiedzając ten kraj możemy zdobyć Kilimandżaro – najwyższy szczyt Afryki, odwiedzić wspaniałe parki narodowe pełne dzikich zwierząt, poznać życie Masajów, Buszmenów, Sonjo, Chagga, Kuria i wielu innych plemion, a na koniec odpocząć na przepięknych plażach Zanzibaru delektując się wspaniałymi egzotycznymi owocami. Aby powiedzieć jednak, że się zasmakowało prawdziwej Afryki, prawdziwej Tanzanii nie wystarczy zdobyć Kili, spędzić kilku dni na Safari i poleżeć na plażach Zanzibaru. Warto zagłębić się w nieco mniej komercyjne rejony.

Kilimandżaro
Kilimandżaro

Jambo!

Wypełniam wniosek wizowy. Celnicy robią zdjęcie wjazdowe mojej twarzy. Zostawiam odciski palców. W paszporcie ląduje pieczątka i wiza, a w kasie celników ląduje 50 dolarów. Karibu Tanzania! Joseph czeka na mnie z kartką i napisem „Karibu Kaka Gerber”. Jambo Joseph! Nie widzieliśmy się 1,5 roku od czasu wspólnego wyjazdu do Nepalu.

Czuję się jak w domu. Czerwona afrykańska ziemia. Przyjemne ciepło. Wszędzie kwitnąca na fioletowo dżakaranda. Na powitalną kolację idziemy do pobliskiego baru, a może barów – no gdzieś tam w ciemności po prostu siadamy. Nie wiemy gdzie, bo Joseph znosi jedzenie z różnych stron. Pyszna, słodka trzcina cukrowa do żucia w kawałkach. Pyszne tanzańskie przysmaki. Mięso, sałatki, owoce. A wszystko przy zimnym piwie Kilimandżaro, które smakuje wybornie. Między nogami tupta jeż, a w pełni księżyca, mimo wszystko pod chmurami skrywa się Kilimandżaro. To znowu Afryka!

Masaj w Tanzanii
Masaj w Tanzanii

Kilimandżaro

Zdobycie Kilimandżaro to wspaniałe przeżycie. Zorganizować trekking na najwyższy szczyt Afryki jest bardzo łatwo. Wystarczy przyjechać do Moshi lub Arushy, gdzie dziesiątki miejscowych biur podróży w przeciągu kilku godzin są w stanie zorganizować wyprawę. Należy się tylko uzbroić w odrobinę zdolności negocjacyjnych i trochę przezorności, aby nie zostać ofiarą nieuczciwych pośredników. Wybierając się do Tanzanii należy zawsze pamiętać, że targowanie się jest wręcz tradycją i obowiązkiem, niezależnie od tego, czy kupujemy banany, płacimy za obiad, czy organizujemy trekking albo safari. Można nawet powiedzieć, że to nie zwyczaj, ale swojego rodzaju kultura.

Kilimandżaro
Kilimandżaro

Trekking na Kilimandżaro nie jest trudny. Jedynym wyzwaniem dla każdego uczestnika jest zdolność aklimatyzacji na dużej wysokości, a także temperatura, spadająca nocami mocno poniżej zera. Sam trekking nie wymaga umiejętności wspinaczkowych, a przez większość roku nie jest wymagany żaden specjalistyczny sprzęt. Wystarczą dobre, wytrzymałe i ciepłe ubrania. W zależności od wybranej trasy, własnych możliwości, uzgodnionej ceny i indywidualnie wynegocjowanych warunków wejście na szczyt zajmuje od 5 do 8 dni. Zejście jest łatwiejsze i zajmuje zaledwie 2 – 3 dni.

Kilimandżaro - zachód słońca
Kilimandżaro – zachód słońca

W zdecydowanej większości przypadków wejście na szczyt kończy się jego zdobyciem. Ostatni fragment podejścia na Uhuru Peak zaczyna się nocą – w świetle czołówek. Grupa za grupą. Krok za krokiem. Wolno pod górę po niezbyt głębokim śniegu. Aż do przepięknego wschodu słońca, które pojawia się nagle, rozświetlając na pomarańczowo całą okolicę. Ostatnie metry to walka z własnymi słabościami, kończąca się niezapomnianymi emocjami i ogromną satysfakcją, a często również łzami.

Kilimandżaro - lodowiec
Kilimandżaro – lodowiec

Widoki z dachu Afryki o wschodzie słońca wynagradzają wszystkie trudy wspinaczki, a satysfakcja ze zdobycia Kilimandżaro jest nie do opisania.

Mniej znana Tanzania – Masajowie

Wjeżdżamy na masajskie ziemie. Masajowie są wszędzie, owinięci w kangi – czerwone, fioletowe, zawsze z jakimś kijem, dzidą lub maczetą. Wędrują swoimi ścieżkami oddalonymi parę metrów od drogi. Czasem siedzą i czekają na cokolwiek doglądając stad bydła. Wystarczy się zatrzymać i jakby spod ziemi pojawiają się Masajki sprzedające kolorowe koraliki, wisiorki i bransoletki. Ciężkie targi z Masajkami i masajskimi dziećmi kończą się prawie zawsze kolejnymi zakupami. To dla nich jedno z najważniejszych źródeł dochodu. Wiedząc, że wydane pieniądze rzeczywiście trafiają do Masajek, warto zostawić kilka groszy na pamiątki zatrzymując się i targować przy drodze zamiast kupować u pośredników. Zatrzymujemy się tak wiele razy.

Masajowie w Tanzanii
Masajowie w Tanzanii

Mijamy masajską „metropolię”, gdzie trafiamy na lokalną awanturę. Joseph mówi, że to wojna. Stajemy się na środku drogi. To nie wojna. Jedna z Masajek nie przyszła na umówione spotkanie i pozostałe Masajki zgodnie ze zwyczajem muszą ją za to wychłostać. Dziesiątki, a może i setki Masajek biegają pomiędzy okrągłymi chatkami z kijkami ganiając swoją ofiarę. Na wszelki wypadek Masajowie radzą nam odjechać ze swojej ziemi. Płacimy opłatę wyjazdową za przejazd przez wioskę i jedziemy dalej.

Masajowie i pamiątki
Masajowie i pamiątki

Mniej znana Tanzania – Kuria

Przed nami kilkaset kilometrów po bezdrożach północnej Tanzanii do Mugumu – rodzinnej wioski plemienia Kuria, z którego pochodzi Joseph. Po drodze kupujemy ryż i cukier dla rodziców Josepha. To jest luksusowy towar w tutejszych warunkach.

Plemię Kuria w Tanzanii
Plemię Kuria w Tanzanii

Rodzina Josepha decyduje, że z okazji naszej wizyty zabity zostanie kozioł. Joseph długo nie odwiedzał rodzinnych stron. To ważne wydarzenie w wiosce. Odbywa się tylko w wyjątkowych sytuacjach i jest wyrazem szacunku dla gości. Czujemy się wyróżnieni. Na podeście przygotowanym z liści bananowca kilka osób trzyma wyrywającego się i wydającego przeraźliwe dźwięki kozła. Ktoś podstawia garnek. Ktoś inny wbija w szyję kozła nóż. Prosto w tętnicę. Krew tryska prosto do miski. Kozioł wyrywa się i ryczy. Drga ostatnimi siłami. W międzyczasie ktoś dosypuje soli do miski i miesza z krwią. Krew robi się bardziej pomarańczowa. Po ceremonii upuszczania krwi zwierzę jeszcze drży. Pozostaje zdjęcie skóry. Wprawnymi ruchami, przy pomocy noża kozioł zostaje pozbawiony skóry. Na koniec zwierzę dzielone jest na części. Dostajemy nogę kozła na drogę i odjeżdżamy. Szkoda, że nie mogliśmy zostać dłużej.

Ćwiartowanie kozła podczas wizyty u plemienia Kuria
Ćwiartowanie kozła podczas wizyty u plemienia Kuria

Do takiej prawdziwej, otwartej i szczerej, nie turystycznej Tanzanii warto przyjechać. Otwarci, uśmiechnięci ludzie cieszą się, że chcemy poznać ich życie. Wieczorem zjadamy nogę kozła.

Safari

Po długiej drodze wjeżdżamy na teren Serengeti. Na terenie parku nie wolno zamieszkiwać ludziom. Wokół żółto i szaro. Pełno kurzu. Ani śladu zieleni. Z kolejnymi kilometrami Serengeti zmienia się jednak jak w kalejdoskopie. Pojawia się zieleń. Pojawiają się drzewa. Mijamy liczne ślady antylop i zebr. Po obu stronach drogi słonie, żyrafy i strusie. Jadąc wzdłuż rzeki wyprzedzamy ogromne hipopotamy. Jeden z nich zrywa się i w popłochu biegnie wzdłuż drogi. Takie cielsko, a biegnie ze 40 km/h. Gdzieś po drodze gubimy go jednak. Momentalnie robi się ciemno. W świetle czołówek rozbijamy namioty. Joseph bierze się za gotowanie. Na potrzeby kuchni jest specjalna okrągła budowla, w której gotują kucharze z wielu grup. Druga podobna służy jako jadalnia. Obie są zakratowane. To nie dziwne – camping nie jest ogrodzony. Wszyscy zapewniają nas jednak, że miejsce jest bezpieczne, a duże zwierzęta tu nie przychodzą. Mogą się zjawić szakale, czy hieny, ale one nie są groźne. Nie uspakaja mnie to. Wkrótce dowiadujemy się, że niedawno na terenie campingu była żyrafa, a w pobliżu polował lew. Bezpiecznie…

Safari w Serengeti
Safari w Serengeti

Joseph przygotowuje pyszną kolację, zupę z fasoli, ryż z mięsem i warzywami, a na deser obowiązkowe ananasy, mango, papaję i arbuza. Delektujemy się tanzańskim jedzeniem z daleka od jadalni, pod rozgwieżdżonym niebem. Ktoś w obozie zauważa, że niedaleko stoją dwa słonie. Dopóki w obozie coś się dzieje jest bezpiecznie. Ale jak wszyscy pójdą spać słonie mogą chcieć przejść się przez obóz. A słonie niszczą na swojej drodze wszystko co im przeszkadza. Jak nasze namioty będą im przeszkadzały – po prostu się po nich przejdą. Nie chcę nawet myśleć o innych drapieżnych zwierzętach. Nie chcę, ale myślę. W namiocie, w którym zostawiliśmy sobie widok na rozgwieżdżone niebo kładziemy się spać. Zwierząt nie słychać. Słonie stoją jak stały. Czekają. My też. Nie mogę usnąć. Wyobraźnia pracuje. Wytężam słuch. Robi się cicho. Słychać owady i pojedyncze trzaski łamanych gałęzi. Wyobrażam sobie słonia, którego dostrzegam w ostatniej chwili przez moskitierę – tuż przed postawieniem swojego kilkutonowego cielska na mojej głowie. Jest przeraźliwie cicho. Robi się zimno. Przykrywam się masajską kangą i już wiem dlaczego Masajowie nie marzną. Słyszę ryknięcie lwa. To nie sen. Zza namiotu dochodzą odgłosy gryzionej trawy. Zebry? Antylopy? Słychać drapanie pazurami. Nie mam odwagi wyjrzeć. Leżę wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, wsłuchując się w odgłosy zwierząt, czekając na nowy dzień. Nagle budzę się. Udało się! Nic mnie nie zjadło. Nic po mnie nie przeszło. Pozostały niesamowite wrażenia.

Lew w Serengeti
Lew w Serengeti

O świcie ruszamy na poranne safari. Stada słoni, bawoły, antylopy, strusie, zebry przechadzają się po zielonym Serengeti. Widoki są fantastyczne. Krajobraz zmienia się z każdym kilometrem. Raz zielono, raz żółto od falujących traw. Pojedyncze spłaszczone drzewa, których nazwy nigdy nie poznałem, wielkie baobaby i drzewa chlebowe.

Słoń w Serengeti
Słoń w Serengeti

Na skałach leży lwica wygrzewająca się w słońcu. Śpi z łapą pod głową. Wstaje, leniwie się przechadza i znika za skałami. Pod drzewem leżą kolejne trzy lwy. Patrzą mi prosto w oczy. Szykują się do skoku. Jeszcze chwila i po mnie. Migawka aparatu pracuje cały czas. Tak blisko lwów jeszcze nie widziałem. Serce wali jak oszalałe. Obok pnia drzewa leży szkielet jakiegoś zwierzaka. Na gałęzi drzewa oczami wyobraźni widzę leoparda czyhającego na ofiarę.

Zanzibar

Nungwi – najbardziej znane turystyczne miasteczko na Zanzibarze – pełne niewielkich hoteli, bungalowów i domków do wynajęcia. Miejsce turystyczne, a jak inne od popularnych miejsc w Egipcie, Tunezji, czy Europie. Bialutki piasek, palmy, turkusowy ocean. Niewielu turystów. Czas płynie leniwie. Widoki jak z katalogów ekskluzywnych biur podróży. W barze na plaży piasek tak biały, że aż razi w oczy. Chłodzimy się wszechobecną w Afryce coca-colą, przegryzając pestkami baobabu, świeżutkim ananasem i mango. Z głośników sączy się muzyka reggae i bongo flavor. Wsłuchujemy się w szum oceanu. I tak do zachodu słońca. Pod skałami ukradkiem przemykają kraby. Raj na ziemi. Mija dzień za dniem.

Na plaży Zanzibaru
Na plaży Zanzibaru

Chętni miejscowych wrażeń, którym nie straszne jest eksperymentalne jedzenie znajdujemy niecodzienną restaurację. A w zasadzie restauracja znajduje nas na plaży. Zaczepia nas mieszkaniec Jambiani ze sfatygowanym zeszytem. Chwali się wpisami od gości rekomendujących jego kuchnię i restaurację. Warto spróbować. Idziemy przez labirynty płotów z koralowców. Sadza nas pod dachem z liści palmowych. Dostajemy menu. Menu to ten sam zeszyt, który oglądaliśmy na plaży – tylko teraz patrzymy na inne strony. Menu wypisane jest długopisem. Wśród pozycji z menu bryluje BEAR (czytaj piwo), które oczywiście zamawiamy do picia. Zamawiamy też kalmary i white snappera. Captain Cook – tak się tytułuje zanzibarski kucharz – zrywa z palmy rosnącej na jego posesji świeżego kokosa, którego przy nas rozcina i podaje, aby się napić soku. Jedzenie smaży tuż obok nas – nad ogniskiem. Na zakończenie wpisujemy się po polsku do zeszytu w części z rekomendacjami i wracamy na plażę.

Plaże Zanzibaru
Plaże Zanzibaru

Na pobliskim piaszczystym boisku odbywa się mecz w piłkę nożną. To najpopularniejszy sport w Tanzanii. Zawodnicy grają z pełnym zaangażowaniem. Ktoś gra w czapce. Ktoś inny biega w koszulce z nazwiskiem Kaka. I tylko czasem przez boisko przejedzie dala-dala (lokalny autobus) albo rowerzysta. Nikomu to jednak nie przeszkadza.

Na tanzańskim wybrzeżu
Na tanzańskim wybrzeżu

Zobacz zdjęcia z Tanzanii:

Tanzania 2008

Tanzania 2011

Tanzania 2013

Reklamy

5 comments

  1. Bardzo tęskni mi się za Tanzanią. Wprawdzie nie byłam na Kili, ale jeden z wolontariuszy podczas mojego pobytu właśnie wrócił z trekkingu i twierdził, że poodmrażał palce. Całą dwuoosbową kompanią uroczyście udaliśmy się do jakiegoś szpitala dla białych – oczywiście okazało się, że nic mu nie było i jest po prostu strachliwy. Zastanawiam się jednak, czy w takich warunkach jak na Kili jest to możliwe? Może nie bez powodu się przestraszył?

    1. To możliwe, gdy wychodzimy nocą na szczyt, zdarza się temperatura wynosi nawet kilkanaście stopni na minusie. Ja sam zabrałem zbyt cienkie rękawiczki i gdyby kolega nie miał zapasu, być może miałbym problem.

  2. Za mało, za mało o tej Tanzanii. Piszesz Robert, że to jeden z najpopularniejszych kierunków afrykańskich, a tak naprawdę trudno jest znaleźć dużo wpisów na blogach opisujących coś więce niż Kilimanjaro (nie idę), safari (oczywiście chcę) i Zanzibar (koniecznie) – te dwie aktywności będą tylko częścią mojego miesięcznego pobytu i szukam inspiracji – Twoja jest jedną z nielicznych 🙂

    1. W Tanzanii byłem na razie trzykrotnie. Widziałem oczywiście trochę więcej. I wkrótce napiszę też o tych miejscach, które nie są tak oczywiste jak Kilimanjaro, Zanzibar czy Serengeti 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s