Kruger National Park

Kruger National Park

Kruger National Park (Rok 2001 – odcinek 5)

Kruger National Park jest jednym z najbardziej znanych parków na świecie. Jego obszar jest porównywalny wielkością do Walii. Jest największym parkiem w RPA. Mówi się, że posiada on największą różnorodność gatunkową zwierząt spośród parków afrykańskich. Zamieszkują w nim między innymi: Wielka Piątka (lwy, leopardy, słonie, bawoły i czarne nosorożce), a także lamparty, żyrafy, hipopotamy, wiele gatunków antylop, małp, guźćce, zebry, białe nosorożce, serwale i wiele innych mniejszych zwierzątek, ptaków, płazów, gadów, ryb, owadów itp. itd. Park rozciąga się na 60 km szerokości i ponad 350 km długości. Położony jest w północno wschodniej części RPA wzdłuż granicy z Mozambikiem. Na północy ograniczony jest rzeką Limpopo i granicą z Zimbabwe. Krajobraz jest różnorodny i zmienia się bardzo szybko wraz z przemieszczaniem. Są tu góry Lebombo, liczne rzeki, takie jak Shingwedzi, Olifants, Sabie, Crocodile, Letaba, czy słynna Limpopo. Oprócz tego afrykański busz, las, sawanna, łąki, lasy tropikalne, zielone trawy w zestawie z uschniętymi i spalonymi drzewami i wiele innych. W parku znajduje się kilka kempingów otoczonych płotem pod napięciem w obawie przed zwierzętami. Są bardzo cywilizowane i mają praktycznie wszystkie wygody.

Do Krugera wjeżdżamy zaraz po pierwszym noclegu w RPA w Nelspruit. Zupełnie nie jesteśmy przyzwyczajeni do tej Afryki, ani do ruchu lewostronnego, ani do widoku czarnoskórych mieszkańców, odmiennego krajobrazu, zwierząt, klimatu, czy atmosfery. Jakby tego było mało pierwszy nocleg spędzamy w małej dżungli wyhodowanej w jednym z ogrodów. Kąpiemy się w basenie wśród palm, zwisających lian, kolorowych kwiatów, roślinek, dziwnych odgłosów zwierzęcych, pająków, komarów, jaszczurek i innych potworków ciesząc się ze wszystkich rzeczy jak dzieci. Po opuszczeniu małej dżungli wjeżdżamy do pierwszego punktu naszej podróży.

Na początku spotykamy kilka antylop Impala – takich naszych sarenek. Mają na tyłku taki czarny wzorek ułożony idealnie w kształt McDonald’sowej litery M, dzięki czemu nazywane są McDonaldami. Widzimy guźćce – małe rozbrykane świnki. Może to nic szczególnego, ale wyglądam jak dziwoląg nie mogąc się nadziwić, że jedziemy samochodem mijając po lewej stronie antylopy, po prawej inne zwierzęta. To takie naturalne, że człowiek ma wrażenie, że ktoś poustawiał reklamy z tektury w kształcie zwierząt przy drodze. To tak jakby u nas po lewej stronie stała krowa, po prawej owca i koń, a przez drogą przebiegał pies. Tu dla odmiany po prawej stronie stoi antylopa, po lewej żyrafa, a przez drogę przebiega stado kilkunastu małp.

Kruger National Park
Kruger National Park

Zwierzaki są na wyciągnięcie ręki, małpy (pawiany, koczkodany). Są niesamowite. Noszą maluteńkie małpki na brzuchu i skaczą po drzewach, biegają, bawią się. Coś cudownego.

Są żyrafy. Niesamowicie wyglądają w buszu, stojąc przy drzewkach, żując listki i kręcąc przy tym prześmiesznie mordkami. Widoki rozbrajające. To jakby oglądać film o zwierzętach w telewizji (e tam tak samo, zupełnie inaczej, ale to, co pokazują w telewizorze istnieje naprawdę!).

Widzimy też zebry, ale niestety na razie daleko. Pojawiają się kolejne gatunki antylop: kudu (wyglądają jak jelenie). Wszędzie latają ptaki, przedziwne ptaki, niektóre bardzo ładne, inne ogromne, a jeszcze inne zupełnie bez żadnego sensu. Są kolorowe. Są też jednokolorowe. Widzieliśmy też takie niebieskie, wyglądające jakby ktoś je sprayem pociągnął na jaskrawobłyszczący kolor. Ptaków jest bardzo dużo. Jedne od razu rozpoznawalne, a inne są po prostu jakimiś ptakami. Latają orły, sowy, pełzają węże, tuptają żółwie i jaszczurki. Jedna z jaszczurek jest tak niesamowicie kolorowa, że wygląda jakby ją ktoś dla dowcipu tak pokolorował. I, co śmieszniejsze, chodzi po jednym z kempingów, a wcale nie jest taka malutka. Widzimy też grubiutkie, tłuściutkie hipcie jak leżą w bajorku. Są słodkie, Śmiesznie warczą i ziewają w wodzie. Niestety wielkie z nich leniuchy i siedzą cały czas w wodzie powarkując głośno.

Jedną z przepraw przez rzeczkę przechodzimy piechotą, co jest surowo zakazane. Wychodzenie z samochodu jest dużym wykroczeniem. Nie wolno nawet się z niego wychylać ze względów bezpieczeństwa. Były już przypadki, gdy ktoś wyszedł i sprezentował siebie samego jako przekąskę dla lwa. Przechodzimy w każdym razie na drugą stronę przez wodę, w której pływają krokodyle. No cóż, nie każdy ma po kolei w głowie. Przeżycie jednak przednie.

Długo czekamy na słonia……i w końcu jest. W korycie wyschniętej rzeczki stoi czarny słonik z wielkimi kłami i uszami. Podjada krzaki wyrywając je z ziemi trąbą. Niesamowite.

Jedziemy do Satary. To kolejny kemping na naszej trasie. Mylimy się w obliczeniach i zamiast 60 km mamy do przejechania 92 km. Niby nic szczególnego, ale mamy na to godzinę czasu. Kempingi są zamykane o godzinie 18.30, a gdy ktoś się spóźnia płaci karę. I rozwiązaniem wcale nie jest jazda 100 km/h, bo w parku obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h. Pewnie, że moglibyśmy jechać szybciej, ale w parku są fotoradary.

Trudno, co robić. Pędzimy. Zwierzęta, na prawo, na lewo, na drodze. Właśnie, na drodze. Najpierw serwal. Wcale nie jest łatwo go zobaczyć. A kociak skacze, bawi się, poluje na mysz. Łapie ją w końcu w bardzo śmieszny sposób i zwiewa z drogi w busz.

Pędzimy na złamanie karku……. Za zakrętem lew! Stoi na jezdni. Podjeżdżamy do niego. Ale widok. Stoi obok naszego samochodu. Jakieś 3 metry od nas. Patrzymy na drogę, a przed nami leżą jeszcze trzy. Ale czad. Podjeżdżamy do nich. Jeden wstaje. Nie wiemy co robić. Pozostałe dwa leżą dalej mając nas w głębokim poważaniu. Zaczynamy robić zdjęcia. Ten, co wstał podchodzi do samochodu i zagląda przez szybę. Nie wiemy co się dzieje. Ktoś z nas płacze ze wzruszenia. Lew stoi przy szybie. Stoi i się patrzy prosto w oczy!!! Jest tuż obok. Niesamowite. Co robić? Ale przeżycie. Adrenalina na takim poziomie, że hej! Sięga głową akurat do szyby. W pewnym momencie, zupełnie się nami nie przejmując ziewa przeraźliwie (chyba go nudzimy), pociera łbem jednego z leżących lwów (cudowny widok, jak malutki kotek chcący żeby go pogłaskać) i kładzie się na jezdni. Ale widok! My w samochodzie i trzy leżące na rozgrzanej jezdni lwy. Mam wrażenie, że śnię.

Minęło dużo czasu. I tak zapłacimy karę. Wrażenia pozostaną do końca życia. Zaczynamy podziwiać zachód słońca. Jedziemy 300 metrów. Na drodze stoi wielki słoń! Jeszcze większy od pierwszego, którego widzieliśmy. Słoń na środku drogi. Jest czarny. Ma wielkie kły. Stoi na środku i zjada krzaczki rosnące przy poboczu. To chyba jakieś żarty. W zasadzie to nie okazuje się ta sytuacja już taka wesoła. Podjeżdżamy jeszcze 150 m w jego kierunku. Odwraca się w naszą stronę. Macha uszami, wielkimi słoniowymi uszami. Jest zły. Jest zły na nas! Idzie w naszą stronę. Coraz szybciej. Zaczynamy się denerwować i bać. Zdjęcie, wsteczny i cofamy. Odjechaliśmy kawałek. On wraca do jedzenia. My podjeżdżamy do przodu. Może się uda przejechać. Ależ skąd. On znów na nas. My do tyłu. Co robić? Czas mija. Zostało 20 minut. 50 km do wcześniejszego kempingu, 50 kilometrów do celu. Może zawrócimy? Słoń atakujący nas z przodu. Lwy leżące na jezdni z tyłu. Nie zwracamy uwagi na godzinę. Przecież i tak nie możemy przejechać. Zostało 10 minut do całkowitych afrykańskich ciemności. Ech życie, ech Afryka!

Postanawiamy zadzwonić po pomoc. Niestety. Brak zasięgu. Ale jazda! Wracamy. Postanawiamy schować się słoniowi. Ukrywamy się za zakrętem. Po chwili sprawdzamy co ze słoniem. Wychylamy się zza zakrętu. On dumnie maszeruje w naszą stronę. No to pięknie. Jesteśmy w samym środku świata dzikich zwierząt, a one na naszej drodze z przodu i z tyłu. Uciekamy! Tylko gdzie? W stronę lwów. Lwy jak się zdenerwują może i rzucą się na samochód, ale najwyżej go porysują. Nas chyba nie wezmą. Ale słoń jak wdepnie…….

Są lwy. Trzy. Leżą, jak leżały. Szyby pozamykane. Jedziemy powoli obok nich. Nawet nie spoglądają w naszym kierunku. Tylko co dalej. Wydostajemy się z kleszczy zwierzątek. Wciąż brak zasięgu. Jest ciemno. Jedziemy coraz wolniej. W każdej chwili może nam wybiec przed samochodem zwierzę. W końcu jest zasięg. Dzwonimy. Odbiera kobieta. Zupełnie nie sposób się z nią dogadać. Dzwonimy gdzie indziej. Przyjmują wiadomość, że zawracamy do tego wcześniejszego kempingu, bo atakował nas słoń.

Jest ciemno i jest pięknie. Jesteśmy w samym środku dzikiego buszu. Tylko my i zwierzęta. Jedziemy wciąż wolniej. Pojawia się coraz więcej żab. Jedziemy slalomem, aby ich nie przejechać. Coraz więcej ptaków. Cała masa sów!!! Są piękne. Wyglądają przepięknie w świetle reflektorów uciekając przed samochodem i wzbijając się w powietrze. Znów widzimy serwala i lisa i te żaby.

Widoczność coraz gorsza. Wszyscy wypatrują zwierząt żeby żadnego nie przejechać. Wydaje nam się, że limit przygód i wrażeń się wyczerpał i nic złego już się zdarzyć nie może. Ale tylko nam się wydaje. Nadciąga burza. Prawdziwa solidna południowoafrykańska burza. Dokładnie nad nami. Leje deszcz. Prawie nic nie widać. Nie jesteśmy w stanie jechać szybciej niż 15 km/h. Nie widać nic poza fragmentem drogi, żabami i wzbijającymi się w powietrze sowami.

I nagle dojeżdżamy na kemping. Spóźniamy się ponad godzinę. Przejechaliśmy masę żab, węża w dwóch miejscach (no bo po co łazi przez środek jezdni). Liczymy na to, że nie zapłacimy kary. To koniec przygody. Nie płacimy kary. Kolację jemy w samochodzie. Siedzimy w nim w trójkę: Karolina, Piotrek i ja. Olga śpi – wrażenia ją wykończyły. Raczymy się pyszną wódką waniliową i porzeczkową. Raczymy się z blaszanych kubeczków i menażek. Tak jeszcze nie było. Ale trzeba odreagować po całym dniu niesamowitych wrażeń.

Wciąż mam wrażenie, że śnię i zaraz się przebudzę i wszystko minie. Jest cudownie. Dla takich chwil człowiek żyje. Zasypiamy wśród śpiewu ptaków i ryku hipopotamów znad wody.

Następne dni mijają niesamowicie szybko. Krajobraz cały czas się zmienia. Wciąż widzimy zwierzęta: żyrafy, antylopy gnu, kudu, impale (McDonaldów jest tak dużo, że przestajemy nawet zwracać na nie uwagę – mówimy na nie lampale), zebry i słonie. Widzimy też nie często spotykane szakale i hieny. Dwa szakale obserwujemy, gdy niosą dwie nogi antylopy. Jest też w końcu czarny nosorożec. Są hipcie. W każdej rzeczce mijanej rzeczce widzimy przynajmniej kilka zanurzonych w wodzie z wystającymi ponad jej poziom oczami. Są komiczne, szczególnie gdy wyjdą z wody. To takie chodzące beczułki na tłuściutkich nóżkach. Spotykamy też bawoły i małpy (niektóre mają seledynowe jaja!!!). Docieramy do jednego z ulubionych słoniowych miejsc. Jest ich sporo. Całe stada. Tropienie, obserwowanie, fotografowanie, jeżdżenie. Tak mijają dni.

W Satarze urządzamy sobie również ucztę grillową. Serwujemy przepyszne mięsko z Gemsboka (taka antylopa), później z Blesboka (też antylopa) – też dobre, tylko strasznie śmierdzi, a na koniec kiełbaski z antylopy kudu i strusia.

Noc jest upalna upalną i duszną noc. Wilgotność ze 100%. Mam wrażenie, że wraz z nastaniem wieczora robi się coraz cieplej.

Docieramy aż na granicę z Mozambikiem. Z pobliskiego kempingu Shingwedzi nocą wybieramy się na zorganizowane nocne tropienie zwierząt. Oprócz wrażeń związanych z przebywaniem w samym środku Krugera w otwartym samochodzie przeżywamy jedynie spotkania z tysiącnogami, sowami, rodziną hien (są piękne, szczególnie młodziutkie; wyglądają jak małe pieski).

Nie mogę zapomnieć o księżycu w pełni. Wisi centralnie nad nami. Wygląda jakby ktoś powiesił żarówkę, aby było nam widniej. I te głosy dookoła. Noce są niezwykłe.

Ostatni dzień pobytu w Krugerze zapowiadał się męcząco. Dużo kilometrów do przejechania. Musieliśmy wyjechać z Krugera i dotrzeć do Nelspruit. Przed wyruszeniem w drogę powrotną udaliśmy się jeszcze nad rzekę Limpopo na granicę trzech państw: RPA, Mozambiku i Zimbabwe, gdzie w rzece obserwujemy wielkie krokodyle.

Po kilku dniach wyjechałem z pierwszego afrykańskiego parku przepełniony niesamowitymi wrażeniami, które zapamiętam do końca życia.

Kolejne odcinki relacji z pierwszej podróży do Afryki znajdziecie tu: Relacja z pierwszej podróży do Afryki na blogu

Całość relacji z pierwszej podróży do Afryki do pobrania stąd: Relacja z pierwszej podróży do Afryki w pdf

Galeria zdjęć z pierwszej podróży do Afryki do obejrzenia tu (niestety zdjęcia są słabej jakości): Zdjęcia z pierwszej podróży do Afryki

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s